Pociągi po raz trzeci

Jeździliśmy po Sri Lance. Jeździliśmy po Japonii. Pociągi diametralnie różne od siebie. Jednak miały jedną cechę wspólną – miały nas gdzieś dowieźć. Brzmi sensownie, prawda? W końcu to środek transportu.

Potem jednak przyszła pora na kolejne pociągi:

• W Cairns

• Koło Adelajdy

• Koło Auckland

I te pociągi też miały ze sobą coś wspólnego: nie zawieźć nas nigdzie. A dokładniej – wysadzić nas tam, gdzie wsiadaliśmy. Zaczyna być mniej sensownie? To poczekajcie – jeszcze kilka pikantnych szczegółów.

Po pierwsze – wszystkie te australijsko-nowozelandzkie pociągi były stare. Myślę, że zarówno wiekiem jak i związanym z tym wyglądem/wyposażeniem zbliżone były do pociągów lankijskich.

Po drugie – kosztowały bardzo dużo. Gdyby chciało mi się przeliczyć cenę za przejechany kilometr, pewnie wyszłaby nawet wyższa niż w Japonii. Na szczęście mi się nie chce.

Podsumowując – jechaliśmy pociągami o standardzie zerowym, nie dojeżdżając nigdzie i płacąc za to krocie. Hmm…

Ciekawe jest to w ilu miejscach ze starych torów kolejowych i starych lokomotyw i wagonów zrobiono atrakcje turystyczne. Oprócz tych, z których skorzystaliśmy, widzieliśmy jeszcze całą masę innych. Większość z nich operowana jest przez różnego rodzaju Towarzystwa Przyjaciół Kolei. Jest nawet Stowarzyszenie Towarzystw. A może jest też Związek Stowarzyszeń Towarzystw?

W Japonii pociągi to bardo dobry sposób na przemieszczanie się – szybkie, wygodne, czyste i bardzo punktualne. Na Sri Lance – to też dobry środek transportu – czasami jednak dobry tylko (czy może aż?) dlatego, że jedyny możliwy (chociaż są jeszcze autobusy – jazda nimi jest jeszcze większym przeżyciem podobno…gdy widziałem jak wyglądały, jestem skłonny w to uwierzyć). Mam wrażenie, że zarówno w Australii jak i w Nowej Zelandii pociągi nie są traktowane jako poważny sposób przemieszczania się. Jest oczywiście np. Ghan, ale biorąc pod uwagę jego ceny, trudno go traktować jako coś innego niż dalekobieżna atrakcja turystyczna (chcieliśmy jechać, ale ceny nas skutecznie odstraszyły…). Te kraje są zdecydowanie samolotowo-samochodowe (kamperowe). Ale Japonia też ma swój Mizukaze – zarezerwowany na wiele miesięcy naprzód. Widzieliśmy go – już sam wygląd robi wrażenie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.