Choć od miesiąca jesteśmy w Australii, to wspominamy często poukładaną, czystą i smaczną Japonię. To, co nas jednak bardzo tam zaskoczyło, to brak placów zabaw – takich dużych i kolorowych, jakie spotykaliśmy w Kuala Lumpur czy Hongkongu (i w Polsce też są). W japońskich miastach jest niewiele zieleni, parki służą głównie do spacerów lub są w nich świątynie i na plac zabaw miejsca nie ma. Czasami udało nam się znaleźć jakiś mały placyk z huśtawką, zjeżdżalnią i ogrodzoną piaskownicą i to było lokalne centrum rozrywki, na którym po 16tej pojawiały się dzieci wracające ze szkoły lub mniejsze dzieci z rodzicami, którzy wrócili do domu. I powiem Wam, że jak na tak skromne warunki – wszyscy bawili się nieźle.
No ale do „wyszalenia” naszych dzieci to było trochę mało, więc szukaliśmy, co można robić z dziećmi w Tokio, Osace i jej okolicach. Okazało się, że jest trochę ciekawych miejsc (przeważnie płatnych oczywiście), z których kilka wybraliśmy i przetestowaliśmy, więc dzielę się wrażeniami. Może komuś się przyda kilka wskazówek, co robić z dziećmi w przerwach między zwiedzaniem świątyń itp. Dziś pierwsza część z Tokio.
Dzielnica Shinjuku, a tam wielka głowa Godzilli na budynku kina i hotelu Gracery (wejście na taras, żeby zobaczyć potwora z bliska tylko dla gości hotelu lub tamtejszej kawiarni). Samo szukanie Godzilli było wyzwaniem, a gdy Julek znalazł go sam, był z siebie bardzo dumny :-). Fajnie wygląda też po zmierzchu, bo tak jak okoliczne ulice, jest nieźle oświetlony.
Tokyo Disneyland – pisałam o nim przy okazji wpisu o urodzinach Julka (tutaj). Kosztowne, ale warto spędzić tam cały dzień.
Dzielnica Shibuya, a tam wielkie skrzyżowanie z przejściem dla pieszych także po skosie (warto zobaczyć z góry jak wszyscy piesi jednocześnie wchodzą na ulicę – my oglądaliśmy to ze stacji metra), pomnik wiernego psa Hachiko i świetne miejsce na sushi: Genki Sushi (zamawiasz na tablecie, talerzyki przyjeżdżają na taśmie, dla dzieci można zamówić burger-sushi czyli mały kotlet na ryżu – Julek się zajadał! Smacznie i niedrogo).
Wyspa Odaiba, a tam wiele możliwości. My byliśmy dwa razy i raz byliśmy na plaży (nie można się kąpać, ale można bawić się na brzegu) i w jednym z wielu centrów handlowych, a drugi raz weszliśmy m.in. do Mega Web Toyota City – olbrzymi salon pokazujący możliwości Toyoty, w tym auta przyszłości, symulatory i… po prostu samochody – przegląd modeli Toyoty, do których można wsiadać i się bliżej z nimi zapoznać. Okazało się to niesamowitą frajdą dla naszych dzieci, które biegały od jednego do drugiego auta i wsiadały 😉 My przy okazji mogliśmy pomarzyć, jakie auto kupimy sobie, jak wrócimy do kraju ;-).
Sala zabaw Asobono – to raj dla dzieci i tych małych (jest strefa dla leżących i raczkujących bobasów) i tych większych (myśle, że spokojnie nawet do 8-9 lat). Główna część to morze plastikowych kulek, do których można zjeżdżać z różnych zjeżdżalni lub skakać ze statku. Jest też duży dmuchaniec do skakania, przy którym zawsze czuwa ktoś z obsługi, by było bezpiecznie. Dalej jest kilka sal: z różnymi elektrycznymi pociągami, torami i innymi elementami do budowy kolejkowego miasteczka, z grami zręcznościowymi, z kulodromami, które można samodzielnie budować, z książeczkami dla dzieci, z lalkami i akcesoriami dla nich. Między salami poruszasz się, jak w mini miasteczku – możesz zrobić zakupy w sklepie, wejść do restauracji itp. Kolorowo i bajecznie! Koniecznie trzeba wykupić bilet na cały dzień (można wyjść coś zjeść i wrócić).
Ueno Zoo słynne z tego, że można tam zobaczyć pandę wielką – no chyba że samica urodziła małe i jest teraz w odosobnieniu, a samiec śpi wypięty pupą do odwiedzających – tak było w naszym przypadku 😉 Ale w zoo można zobaczyć też inne ciekawe zwierzęta, np. bawiącego się w wodzie niedźwiedzia polarnego. Co jeszcze fajne: wolontariusze-animatorzy z pieczątkami zwierzątek lub zagadkami o nich, a także pociąg przewożący z jednej części zoo do drugiej.
Moomin House to mała kawiarnia w stylu skandynawskim, gdzie do stolika „dosiadają” się duże pluszowe postacie z Muminków 🙂 Nam przyniesiono najpierw Pannę Migotkę, którą wymienił później Ryjek. Dostaliśmy też małego Muminka-pacynkę do zabawy. Desery smaczne i bardzo ciekawie podane, na kawie wybrana postać z czekolady… Było też menu lunchowe, ale nie skorzystaliśmy. Za to dostaliśmy miseczkę pamiątkową i mini figurkę taty Muminka.