Miami, Waszyngton, Nowy Orlean

Trzy miasta położone daleko od siebie, w różnych stanach, bardzo się od siebie różniące, z innym klimatem. To też pierwsze duże miasta, jakie zwiedziliśmy w Stanach Zjednoczonych. Krótko napiszę co nas w nich urzekło, resztę zobaczcie na zdjęciach sami.

Miami

To miasto kojarzyło mi się głównie z serialem CSI: Kryminalne zagadki Miami. Wieczne słońce, błękitne niebo bez chmurki, palmy, drogie i szybkie samochody… Tak Miami pokazywano w serialu i w sumie… tak właśnie wygląda 🙂 Do tego piękne duże jachty, bo dużo tu wody.

W mieście można za darmo przejechać się nadziemną kolejką, która jedzie bez kierowcy – jest całkowicie automatyczna. Oczywiście skorzystaliśmy i obiema liniami przejechaliśmy całą trasę przejeżdżając między szklanymi wieżowcami. Przespacerowaliśmy się też przez downtown i odwiedziliśmy centrum handlowe (tam parkowaliśmy i zjedliśmy obiad w niemieckiej restauracji), a potem przejechaliśmy przez ekskluzywne Miami Beach.

Waszyngton

To miasto przywitało nas chłodno… Przylecieliśmy pod koniec marca, a tu wiosna dopiero się budziła… Capitol Hill Neighborhood, gdzie mieszkaliśmy, urzekło nas pięknymi zadbanymi domkami ustawionymi w szeregu. Kolorowe, z wieżyczkami, małymi ogródkami, w których albo były małe drewniane biblioteczki z książkami, albo tabliczki ze słynnymi cytatami Martina Lutera Kinga.

Obowiązkowo przespacerowaliśmy się pod Capitol, stamtąd przez National Mall pod pomnik Waszyngtona i potem do Białego Domu, który w sumie ledwo widać, bo nie można podejść za blisko. Po obu stronach National Mall są muzea: sztuki, historii naturalnej, latania i kosmosu, ogród botaniczny. Wszystkie są darmowe 🙂 ciekawe czy zgadniecie, jakie wybraliśmy 😉

Nowy Orlean

Na odwiedzenie NOLA (bo tak nazywają miasto miejscowi) namówiła nas koleżanka i dzięki jej za to 🙂 Mieliśmy jeden dzień, więc odwiedziliśmy najbardziej turystyczną dzielnicę francuską. To niezbyt czysta i bardzo imprezowa część miasta – pełno to klubów i barów, w których już od południa widać klientów przy barze i słychać głośną muzykę – niestety to nie jazz, którego się tu spodziewałam. Na szczęście jego też można posłuchać – na żywo – grają go uliczne kapele, a czasem nawet małe orkiestry rozstawione na chodniku. I to jest klimat, który chcieliśmy poczuć 🙂 Przejechaliśmy się też zabytkowym tramwajem, wrzuciliśmy różę do rzeki… i pożegnaliśmy Nowy Orlean.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.