Miesięczne archiwa: Sierpień 2017

Dzisiaj opowiem Wam bajkę. Otóż dawno, dawno temu, gdzieś daleko stąd, żył król. Mieszkał w wielkim pałacu, urządzonym z ogromnym przepychem i wyposażonym we wszelkie możliwe wygody (na pewno miał klimatyzację – nie pytałem ile płacił za prąd). Król ów miał cztery córki (podobno miał też synów, ale ich los nie jest wystarczająco udokumentowany, żeby się tu nad nim jakoś szczególnie rozwodzić) i wszystkie cztery wydał za mąż niemal w tym samym czasie. Małżeństwa oczywiście były z miłości, żadne tam ustawiane. Aha – córki były pełnoletnie. Tak się przypadkiem zdarzyło, że każda z córek po ślubie wyjechała w inną stronę. Pierwsza – pojechała na północ, do sąsiedniego królestwa, gdzie wiodła życie w dostatki płynące. Druga pojechała na południe. W posagu wniosła urządzenie klimatyzatorem zwane, więc mimo gorąca, jej też żyło się całkiem dobrze. Trzecia z córek za męża miała księcia z zachodu. Zachód, jak to zachód – trochę dziki, trochę cywilizowany. Mieszanka…

Czytaj dalej

Wszystkie noclegi znaleźliśmy przez Airbnb. Nigdy wcześniej nie korzystaliśmy z tego serwisu i zastanawialiśmy się, co zastaniemy na miejscu… Wybieraliśmy oczywiście miejsca z możliwie dużą liczbą opinii i to pozytywnych oczywiście. No i jak na razie nie zawiedliśmy się i wszystko było zgodne z opisami i zdjęciami, jakie oglądaliśmy na Airbnb. Poniżej bardziej szczegółowe informacje o miejscach, w których spaliśmy, może komuś się przydadzą. Dodałam też średnie ceny za noc. Colombo, 1 nocleg po przylocie: Brand New Spacious Apartment link 186,5 zł/noc Duży apartament z 3 sypialniami, 2 łazienkami, kuchnią i salonem. Może i był nowy (choć kuchnia i łazienka na to raczej nie wskazywały), ale nie był przytulny i chyba dawno nie używany, na co wskazywał kurz wszędzie i zaduch w zamkniętych pokojach. Była klimatyzacja – to na plus, ale daleko od dworca i niezbyt ciekawa okolica. Na plus też to, że mogliśmy tu zostawić część naszych bagaży (walizkę, wózek i…

Czytaj dalej

Sri Lanka Sri Lankę wspominamy głównie przez bliskość natury. Safari w Udawalawe było niezapomnianym przeżyciem. Drugim ciekawym doświadczeniem była podróż pociągiem 🙂

Czwartek, 5:45 rano (czyli 2:15 czasu polskiego), wsiadamy do specjalnego wysokiego jeepa, który czeka na nas przed wynajmowanym pokojem. Zastanawiam się, czy na pewno dobrze nas ubrałam (bo przecież to świt, a my w krótkich rękawkach… ale mamy długie spodnie, więc chyba ok? czy jednak trzeba było jakieś cienkie bluzy brać? ale przecież jest już 26 stopni to pewnie mniej już nie będzie…), czy poza posmarowaniem nas wszystkich preparatem odstraszającym komary powinnam była posmarować też kremem z filtrem? No ale przeciwsłoneczne kazali nakładać na skórę godzinę przed repelentami na komary, to miałam ich budzić o 4? Auto jest zadaszone, to nie będzie na nas tak świecić. I kolejne zmartwienie – czy nie będziemy głodni? Nasz gospodarz wręczył nam prowiant na drogę – banany i słodkie bułeczki, ja zabrałam też krakersy i zapas wody, to powinniśmy dać radę. A czy dzieci wytrzymają 4 godziny na safari? A co, jak Julek będzie…

Czytaj dalej

pacing Sri Lanka

To będzie post subiektywny. Oczywiście, z definicji, każdy takim jest, skoro pisany jest przez jedną osobę, piszę tu jednak o tym, ponieważ nie będę się silił na najmniejsze chociażby pozory obiektywizmu. Co więcej, będzie to też post niemalże bez podstaw, ponieważ pociągami na Sri Lance odbyliśmy tylko 2 podróże, spędzając w nich około 10 godzin (tak…już widzę oburzone miny członków Kółka Miłośników Lankijskiej Kolei i towarzyszące im oburzone głosy Towarzystwa Mocnych Uzasadnień, domagające się co najmniej skazania autora na zrzucenie do jamy sarlacca…) Jeżdżenie pociągiem na Sri Lance to rytuał. Dla zdecydowanej większości pasażerów rozpoczyna się on niecałą godzinę przed planowanym odjazdem. Nieliczne osoby, którym uda się z kilkudniowym wyprzedzeniem kupić rezerwację na klasę pierwszą, szczelnie izolują się od wielu aspektów tego przeżycia. Chociaż ta rezerwacja to taki byt trochę wirtualny. Lub legenda miejska – każdy słyszał, nikt nie widział. Nie ukrywam, że próbowaliśmy kupić. Z wiadomym skutkiem. Pozostało nam…

Czytaj dalej

tuk tuk

Określenie wymyślone przez Julka po kilku minutach jazdy owym pojazdem. Głównym elementem składowym piosenki jest, oczywiście, klakson. Mam wrażenie, że tuk-tuki mają klakson fabrycznie sprzężony z pedałem przyspieszenia. I hamowania. Ze sprzęgłem. Zmianą biegów. Włączaniem kierunkowskazu. Skręcaniem kierownicy. Jazda tuk-tukiem jest chyba taka sama niezależnie od kraju – tak samo pozwala podnieść poziom adrenaliny (nie mówiąc o poziomie spalin w płucach…po paru chwilach się dusiłem i wtedy pomyślałem, że kierowcy mają to po kilka godzin dziennie), skutecznie znieczulić uszy na wszelkie dźwięki i daje niezliczoną wręcz liczbę okazji do żegnania się z życiem. Jednak mrowie tuk-tuków, masa autobusów, ciężarówek, motorów, skuterów i samochodów (nie mówiąc o pieszych, którzy pojawiają się znikąd) jakoś wzajemnie współgra. Oczywiście zupełnie nie przejmując się pasami czy innymi mniej czy bardziej potrzebnymi przepisami ruchu. W każdym tuk-tuku obowiązkowo naklejka z kluczowymi zasadami: zapinać pasy, nie rozmawiać przez komórkę i nie pić. Pasów nie ma (ale tu jest sprawiedliwie…

Czytaj dalej

mapa Sri Lanka

Jesteśmy tu dopiero cztery dni, choć wydaje nam się, że od wylotu minęło już tyle czasu… Jakie są nasze pierwsze wrażenia, co możemy powiedzieć o Sri Lance i jej mieszkańcach? Na lotnisku można kupić pralki, lodówki, żelazka, odkurzacze… Jest duszno, choć nie ma słońca, czasem nagle zaczyna lać deszcz, ale po chwili nie ma po nim ani śladu Większość aut to toyoty, hondy i bardzo dużo jest aut elektrycznych/hybrydowych No ale najwięcej jest tuk-tuków, a ich kierowcy zwykle prowadzą boso 😉 Na skrzyżowaniach, mimo świateł, stoją policjanci i kierują ruchem Lankijczycy są zachwyceni naszymi blond dziećmi 🙂 mężczyźni i kobiety w różnym wieku zaczepiają je, czasem głaszczą po twarzy lub chwytają za rękę… na szczęście są tacy mili i uśmiechnięci, że nie przeszkadza to zbytnio ani Julkowi, ani Meli (kelner w restauracji wziął ją na ręce i przyniósł do nas, a ona śmiała się i uciekała uznając, że to zabawa).…

Czytaj dalej

Dwie walizki, dwa plecaki, mała walizka dziecięca trunky, składana spacerówka i moja torebka – to nasze bagaże. Co kryją w sobie? ubrania oczywiście Głównie letnie, cienkie. Są też peleryny przeciwdeszczowe i dodatkowe buty. Większość spakowana w wygodne torby-organizery do walizek, każdy z nas ma zestaw w innym kolorze. kosmetyki i ręczniki W miarę możliwości uniwersalne dla całej rodziny. Mam też kilka saszetek proszku do prania – takie jednorazówki są wygodne, a nie zawsze łatwo je kupić. Ręczniki kupiliśmy takie cienkie w decathlonie – zwijają się i zajmują mało miejsca, a do tego szybko schną. leki Lekarka rodzinna i lekarz medycyny podróży zaopatrzyli nas w porządną apteczkę leków na biegunkę, wymioty, gorączkę, katar, ból gardła i ucha, środki na tropikalne komary, ochronę przeciwsłoneczną, środki opatrunkowe. Większość leków jeszcze w wersji dla dorosłych i dzieci (czasem nawet osobno dla dzieci do lat 3 i powyżej…). Trochę więc się nazbierało. Pani doktor podpowiedziała…

Czytaj dalej

  Dzieci czekały. Rodzice też. Podejrzewam, że z innego powodu. Zorganizowanie się w samolocie z takim zestawem młodzieży nie jest łatwe. Schować bagaże w schowku. Wyjąć bagaże ze schowka. Schować bagaże w schowku. Wyjąć. Schować. Wyjąć. Nie ten plecak. Schować. Wyjąć. I tak przez cały czas – niezależnie od tego, czy wstawać można, czy nie można. No dobrze. Jesteśmy w powietrzu. Jedzenie! Nawet nie takie złe – Julek zjadł niemało Chicken Masala – byliśmy pod wrażeniem. Mela wyjadała wszystkim groszek. A po jedzeniu? Obok siedziała koleżanka w wieku podobnym do Meli, więc mieliśmy piękny pokaz kłótni, przekory, krzyku, zabierania itp. I parę chwil zabawy. Nieźle. Drugi egzemplarz młodzieży przez 3/4 lotu oglądał bajki. Po angielsku. Nie powinienem, ale napiszę – niemała ulga, że miał czym się zająć. Młodsza młodzież spała może godzinę przed wylądowaniem, starsza – ani chwili, a lądowaliśmy po północy. Na szczęście szybko w hotelu na lotnisku padli.…

Czytaj dalej

Wiele razy słyszałam „jak wy się spakujecie na rok”? No tak, trochę trzeba zabrać, ale mamy przecież wprawę w pakowaniu (częste wyjazdy do dziadków), więc sobie poradzimy. Weźmiemy tyle rzeczy, co na dwa tygodnie, bo będziemy przecież prać. Tak myślałam i pakowanie odkładałam do ostatniej chwili… Zdecydowaliśmy, że będziemy nadawać dwie walizki. Jedną z walizek wymieniliśmy na walizko-plecak, aby można było uwolnić ręce lub bez problemu podnieść ją, gdy będzie to potrzebne (np. podczas podróży pociągiem, autobusem). No i oczywiście okazało się, że te wszystkie rzeczy, które przez tygodnie zbieraliśmy na wyjazd i układaliśmy w różnych „kupkach”, nie mieszczą się… Konieczny był przegląd i redukcja i kolejny przegląd, tłumaczenie sobie wzajemnie po co to nam i kolejna redukcja… Najwięcej odłożyliśmy ubrań, bo przecież będzie ciepło, więc po co tyle długich spodni i bluz, poza tym zawsze można coś dokupić… Tylko trochę mi szkoda tych nowych kurtek, fajnej sukienki czy dodatkowej…

Czytaj dalej

10/12